Polish Art World - Polska Sztuka w Świecie
Strona główna · Artyści · Galerie autorskie · Galerie · Domy Aukcyjne · Kolekcje · Publikacje · Aktualności · Ogłoszenia

Lucjan MYRTA


Lucjan MYRTA (1968-2008) 40 lat w bursztynnictwie - 40 years in the amber handicraft


 



Wyjątkowa rola pracowni Lucjana Myrty w bursztynnictwie XX wieku
Wiesław Gierłowski

Dzieła zadziwiające skalą, różnorodnością formy i funkcji, a przede wszystkim perfekcyjnym stosowaniem całej gamy skomplikowanych technik pracy, wywodzących się z tradycji niedoścignionych dotąd warsztatów gdańskich bursztynników z XVII wieku, są dziś specjalnością jednej tylko pracowni. Jest to pracownia Lucjana Myrty w Sopocie.
Kilkaset z nich wykonał autor do własnej kolekcji. Większość kolekcji pozostaje w depozycie Muzeum Historycznego Miasta Gdańska i jest eksponowana w salach Ratusza Głównego Miasta. Równie duża liczba dzieł była wykonana wcześniej na zamówienie odbiorców (w tym muzeów) z wielu krajów europejskich, azjatyckich i amerykańskich.
Co sprawiło, że w pracowni tej stało się możliwym podjęcie zadania budowy imponującego skarbca 
o objętości kilku metrów sześciennych i masie ponad 500 kilogramów czysto bursztynowych elementów, wyrzeźbionych z wyszukanych, naturalnych odmian surowca? Zadanie podjął właściciel własnym kosztem i wyłącznie skromnymi środkami technicznymi małego zespołu. Obiekt ten przewyższa skalą dzieła sztuki dekoracyjnej, zamawiane w dobie szczytowego rozkwitu artystycznego bursztynnictwa przez władców najbogatszych krajów Europy. Pod względem wielkości nakładu materiałowego i stopnia trudności technicznej jest nawet bardziej skomplikowany niż wystrój ścian Bursztynowej Komnaty. Tamta dekoracja była mocowana na dębowych płytach, a w skarbcu bursztynowe ściany są samonośne. Warto pamiętać, że twórca i właściciel sopockiej pracowni zaczynał swą pracę 35 lat wcześniej od zera i to w warunkach „realnego socjalizmu”, niesprzyjającego rozwojowi gospodarczemu, a przy tym w czasie gdy dawne umiejętności bursztynników były kompletnie zapomniane.
Po realizacji przed 300 laty ostatniego, a przy tym najsłynniejszego dzieła w wielkim stylu – bursztynowego gabinetu króla Prus, przekształconego później w Bursztynową Komnatę, artystyczna twórczość bursztynowa zaczęła dość gwałtownie wygasać. Nie tylko w dwóch głównych, konkurujących ze sobą centrach – gdańskim i królewieckim, lecz także w ośrodkach mniejszych i w nadwornych pracowniach artystycznych na dworach książąt niemieckich. Nieco dłużej, bo do końca XVIII wieku intensywnie pracował nadworny warsztat królów duńskich w Kopenhadze, lecz jego praca nie pobudziła podobnej działalności nigdzie indziej.
Jedną z głównych przyczyn upadku wspaniałego co do klasy dzieł i bardzo licznego pod względem zatrudnienia, a przy tym rozległego geograficznie artystycznego bursztynnictwa nowożytnego, było wyczerpanie się tradycyjnych sposobów zdobywania surowca: zbierania na plażach i poławiania w morzu.
Pokonanie tej trudności w połowie XIX wieku przez budowę kopalni głębinowej Anna w Palmnicken (obecnie Jantarnyj), a następnie kolejnych kopalni odkrywkowych na zachodnim brzegu Sambii zbiegło się z rewolucją przemysłową. Wynikło stąd przeznaczenie bursztynu na produkcję wielkoseryjną przedmiotów drobnych i tanich, a nie na unikalne dzieła sztuki. Można podziwiać osiągnięcia techniczne, ekonomiczne i organizacyjne właścicieli (wymienionych w nazwie) ówczesnej firmy „Stantien i Becker”:
•    stworzenie własnej manufaktury przetwórstwa bursztynu przy kopalni
•    opanowanie przetwórstwa chemicznego drobnego bursztynu (olej, kwas i lakiery)
•    prasowanie granulatu i mączki bursztynowej w płyty i walce, doskonały półfabrykat do produkcji dużych przedmiotów użytkowych i dekoracyjnych
•    stworzenie własnej sieci handlowej na wszystkich kontynentach
•    system stałej kooperacji przemysłowej, na przykład z wiedeńską fabryką przyborów dla palaczy (bursztynowe fajki, cygarniczki, ustniki do nargili i papierośnice), lecz stwierdzić trzeba, że to właśnie oni zadali decydujący cios istnieniu wyjątkowej dziedziny twórczości artystycznej w miastach pomorskich i pruskich. Pod naciskiem przemysłu upadają pracownie rzemieślnicze i całe cechy bursztynników, w tym zasłużony cech gdański istniejący od 1477 roku. Po pięciuset latach istnienia na nobilitującej liście „wykwintnych rzemiosł” ostatnich pięciu gdańskich bursztynników w końcu XIX wieku zostało przepisanych do cechu stolarzy.
Świadomość utraty ważnej tradycji kulturowej, od początku tego zjawiska, istniała nie tylko w kręgu elity intelektualnej miast nadbałtyckich, lecz i w całym społeczeństwie. Ze złego stanu rzeczy zdawały sobie sprawę władze lokalne i rząd w Berlinie. Dzięki rządowemu poparciu Gdańsk uzyskał w 1911 roku zamówienie rosyjskie na konserwację dzieł zabytkowych. Jednak nawet prestiżowe wykonanie gruntownej konserwacji całej kolekcji zabytkowych obiektów z Carskiego Sioła przez gdańską firmę złotniczą „Moritz Stumpf & Sohn” nie miało trwałych następstw. Obiekty te (w większości stworzone w XVII wieku w gdańskich warsztatach) publicznie eksponowano i żywo komentowano w prasie, lecz nikt ich nie próbował naśladować. Być może większy skutek mogłaby mieć realizacja w tejże firmie całego wystroju ścian Bursztynowej Komnaty, zgodnie z umową podpisaną przez cara Mikołaja II w 1913 roku, lecz na przeszkodzie stanęła I wojna światowa i jej następstwa.
Kryzys ekonomiczny po I wojnie światowej zahamował popyt nawet na najtańsze produkty bursztynowe i faktycznie doprowadził do zastąpienia ich „ersatzami” z tworzyw sztucznych. Po dojściu do władzy Hitlera, który uznał bursztyn za „niemiecki kamień” państwo i partia nazistowska podjęły interwencję. Interwencja nie zmierzała jednak w stronę przywrócenia dobrych tradycji. Charakterystyczne sposoby ratowania upaństwowionej „Staatliche Bernstein Manufaktur Königsberg” to przymusowe noszenie przez Niemców „znaczków pomocy zimowej” w postaci okrucha surowego bursztynu na szpilce (65 milionów sztuk), czy też zlecenia na puchary sportowe zdobione bursztynową swastyką.
Druga wojna światowa niestety nie przyniosła zmian na lepsze. Po wojnie władze sowieckie potrafiły dość szybko podjąć wydobycie bursztynu w poniemieckiej kopalni odkrywkowej, przekształcając kopalnię w jeden z obozów Gułagu, miejsce przymusowej pracy 6000 osadzonych. Dawne miejscowe tradycje artystyczne jednak zwalczano z całą siłą pod hasłem „wygnania ducha pruskiego”.
Zależne od Związku Sowieckiego władze PRL w sprawie tradycji bursztynowych okazały niezależność godną podziwu. Pod wpływem środowisk naukowych uznano dorobek gdańskich bursztynników z okresu przynależności miasta do Korony Polskiej za część składową kultury ojczystej. Dzięki temu pojawiły się pieniądze na gromadzenie i konserwację zbiorów muzealnych oraz badania i publikacje naukowe. W programach działalności wyspecjalizowanych przedsiębiorstw i organizacji znalazły się zadania wskrzeszenia form i technik z okresu apogeum świetności artystycznego bursztynnictwa, które miało miejsce w pod władzą królów polskich. Władzom PRL udało się nawet uzyskać coroczny przydział 3 ton bursztynu z kopalni w Jantarnym, w dużych bryłkach umożliwiających wykonywanie przedmiotów sztuki dekoracyjnej i rzeźb.
Zadanie ukształtowania stylu powojennego polskiego bursztynnictwa otrzymała Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego, powołana do życia już w 1949 roku. Mimo permanentnego powtarzania postulatu powrotu do najlepszych tradycji, w praktyce nie powstało ani jedno dzieło podobne klasą do XVII-wiecznych, choć do roku 1969 napływały dostawy najwyższej jakości surowca z Sambii (w sumie około 60 ton) po cenach niezwykle niskich, wręcz symbolicznych. Jedyny duży obiekt to dar dla Stalina, w postaci amfory z drewna na dębowym pniu, oklejonych kształtkami bursztynowymi (wysokość 136 cm). Dar ten nie wyjechał z kraju wskutek zgonu adresata i pozostaje w zbiorach Muzeum Historycznego Miasta Gdańska.
W latach 1970-tych zadania gospodarowania bursztynem pochodzącym z krajowego wydobycia powierzono państwowemu Kombinatowi „Polsrebro”, a konkretnie zakładowi „Jantar” w Sopocie, wchodzącemu w skład tego kombinatu. W tym przedsiębiorstwie także nie podjęto żadnych prób nawiązania do chlubnej przeszłości, mimo formalnego zapisania takiego celu w obowiązujących programach. Podobnie jak w przynależnej do „Cepelii” Spółdzielni Pracy Rękodzieła Artystycznego „Bursztyny” w Gdańsku-Wrzeszczu bursztyn stał wyłącznie kamieniem jubilerskim, składnikiem modnej i niezbyt drogiej biżuterii ze srebra, rozchwytywanej na rynku krajowym, a przy zachowaniu staranności obróbki równie dobrze sprzedawanej na eksport, po bardzo opłacalnych cenach. Takie traktowanie bursztynu wymuszał system wynagrodzeń preferujący seryjną produkcję standardowych wyrobów, sprzedawanych na eksport za „waluty wymienialne”, konieczne do spłacania rosnącego zadłużenia zagranicznego PRL.
Względna obfitość i taniość bursztynu na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych (czas budowy Portu Północnego w Gdańsku i odkrycia hydraulicznej metody wypłukiwania bursztynu spod osadów delty Wisły) skłoniła do pracy w tym materiale kilkuset wykształconych artystów-plastyków. Ale i to środowisko, być może z racji skromnych zasobów finansowych, nie podjęło tworzenia kosztownych dzieł sztuki dekoracyjnej. Kontentowano się produkowaniem na eksport biżuterii niewiele różniącej się od fabrycznej lub rzemieślniczej. Tu także dał o sobie znać system rozliczeń, pozwalający autorom zatrzymać połowę przychodu walut uzyskanych ze sprzedaży zagranicznej niezależnie od ich klasy. W ówczesnych warunkach był to przywilej rzadko udzielany.
Żadna polska akademia sztuk pięknych, nawet gdańska, zlokalizowana w centrum bursztynowego regionu, nie wprowadziła specjalizacji kształcenia, w tej specyficznie polskiej, dziedzinie. Nie poświęcano też jej większej uwagi (i nadal nie poświęca się) w systemie szkolenia rzemieślników. Świadczą o tym liczby: w okresie 59 lat kwalifikacje mistrzowskie w dziedzinie bursztynnictwa uzyskały tylko 34 osoby, to jest zaledwie ułamek procenta ogółu pracujących w tym rzemiośle. Wśród tych 34, z których zaledwie kilkunastu dożyło naszych dni, jest Lucjan Myrta. Złożył on egzamin i wykonał sztukę mistrzowską w pracowni Włodzimierza Medyńskiego w Gdyni w roku 1980, przybywając w tym celu z odległego Śląska.
Jest jeszcze jeden ważny czynnik, który odwrócił uwagę współczesnych polskich bursztynników od tradycji gdańskiej. Było nim pojawienie się, w tym samym czasie co bursztyn wydobywany w gdańskim Porcie Północnym, taniego srebra z lubińskiego zagłębia miedziowego. Dostatek szlachetnego materiału w kraju stałych niedoborów wszelkich dóbr skłonił wielu wytwórców do powiązania tych surowców 
i odejścia od tradycyjnych wyrobów czysto bursztynowych. Ta tendencja nie dotknęła jednak Lucjana Myrty, który od początku swej drogi zawodowej uległ fascynacji bursztynem i zawsze szukał dla niego monumentalnych form.

Informacje dodatkowe



 
   powrót