Polish Art World - Polska Sztuka w Świecie
Strona główna · Artyści · Galerie autorskie · Galerie · Domy Aukcyjne · Kolekcje · Publikacje · Aktualności · Ogłoszenia

Kolekcje

Kolekcja Jana Nowaka-Jeziorańskiego



 

Jan Nowak-Jeziorański urodził się w 1913 r. w Warszawie. Ukończył ekonomię na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza w Poznaniu, gdzie przed wojną był asystentem, a w 1991 r. otrzymał doktorat honoris causa.
W czasie II wojny światowej walczył pod pseudonimem Jan Nowak w szeregach Armii Krajowej jako członek “Akcji N”(wojny psychologicznej z przeciwnikiem). Dowództwo AK powierzyło mu trzykrotnie misję emisariusza podziemiakrajowego do władz Rzeczpospolitej w Londynie, opisaną we wspomnieniach “Kurier z Warszawy” (1978).
W latach 1952-1976 Jan Nowak-Jeziorański był pierwszym dyrektorem sekcji polskiej Radia Wolna Europa (RWE) nadającej z Monachium. O tym okresie opowiedział w książkach: “Wojna w eterze” (1985) oraz “Polska z oddali” (1988).
Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych był konsultantem Państwowej Rady Bezpieczeństwa USA za prezydentury J. Cartera, R. Reagana i G. Busha (1977-1992). Zawsze mocno związany z Polonią i Polską, przez prawe 30 lat (1979-1996) był dyrektorem krajowym Kongresu Polonii Amerykańskiej. W latach 1990-1993 prowadził w Telewizji Polskiej cykl programów “Polska z oddali”. Ich kontynuacją były późniejsze audycje nadawane w Polskim Radiu. W latach 90. bardzo intensywnie lobował na rzecz przyjęcia Polski do NATO.
Za swoją działalność wyróżniany największymi odznaczeniami m.in.: Orderem Orła Białego, Virtuti Militari, Medalem Wolności (Presidential Medal of Freedom).
W lipcu 2002 roku, po 58 latach emigracji, wrócił do Warszawy, gdzie zmarł 20 stycznia 2005 r. w wieku 92 lat. Trumnę z ciałem wystawiono na dziedzińcu Zamku Królewskiego w Warszawie, a pogrzeb na warszawskich Powązkach miał iście królewską oprawę.
Niewiele ludzi wiedziało, że Jan Nowak-Jeziorański był zagorzałym kolekcjonerem polskich dzieł sztuki, które gromadził najpierw w Monachium, a potem w Waszyngtonie. Na kilka miesięcy przed śmiercią przeprowadziłem z nim ostatnią rozmowę. Na pytanie kiedy zajął się kolekcjonowaniem, powiedział: „Po 1952 r., gdy zostałem dyrektorem polskiej sekcji Radia Wolna Europa. Akurat w Monachium odbywały się comiesięczne wielkie licytacje. Zacząłem na nie chodzić i bardzo mnie wciągnęło. Uważam, że hobby jest bardzo wskazane i potrzebne, zwłaszcza wtedy, gdy ciężko się pracuje intelektualnie i trzeba jakoś się od tego oderwać.
Każdy „nabytek” był wielkim przeżyciem. Ale gdy tak sięgam pamięcią, to najmocniej odczuwam stracone okazje. Mogłem kupić coś wspaniałego i przez obawę zbyt wielkiego wydatku nie kupiłem. A to była najlepsza lokata kapitału, jaką można sobie wyobrazić.
Miałem w swoich rękach wspaniałą kolekcję Aleksandra Orłowskiego, złożoną przede wszystkim z rysunków, ale też z akwareli. Wiele jego dzieł zostało zniszczonych. Gdybym zatrzymał ten zbiór dla siebie, byłbym bogatym człowiekiem. Nie wiem, dlaczego przekazałem go komuś innemu i nie wiem, gdzie teraz jest.
Moim zdaniem najwybitniejszym polskim malarzem jest Piotr Michałowski. Uważam, że był najbardziej uzdolniony, ciągle ogromne wrażenie robi na mnie jego technika. Bardzo lubię Leona Wyczółkowskiego. To też jest wielki malarz. Jana Matejkę muszę wymienić bardziej ze względu na tradycję, choć jestem ogromnie szczęśliwy, że udało mi się kupić jego obraz. To rzadkość”.
Po śmierci Jana Nowaka-Jeziorańskiego, większość kolekcji zgodnie z Jego testamentem, przekazana została dla Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu, gdzie trafi do stałej ekspozycji.


Wspomnienie. Jan Nowak-Jeziorański (1914-2005)
Styczeń 2005
Gazeta Antykwaryczna

Z Markiem Walickim, kolekcjonerem, jednym z najbliższych przyjaciół Jana Nowaka-Jeziorańskiego rozmawia Czesław Czapliński

Czesław Czapliński: Był Pan jednym z najbliższych przyjaciół Jana Nowaka-Jeziorańskiego, razem tworzyliście swoje kolekcje obrazów. Jak to wyglądało?

Marek Walicki: Polskie obrazy, pogoń za nimi w warunkach emigracyjnych stała się naszym wspólnym hobby niemal pół wieku temu. W Monachium nad Izarą. W stolicy Bawarii, gdzie studiowało i malowało wielu najwybitniejszych polskich malarzy. Na ślady ich twórczości natrafiało się wówczas niemal na każdym kroku, a przede wszystkim w licznych monachijskich antykwariatach i galeryjkach. Kupienie dobrego, dużego Brandta czy Wierusza-Kowalskiego, ba, nawet Maksa Gierymskiego nie przedstawiało większych kłopotów. Pod warunkiem, że miało się pieniądze.

Cz.Cz.: O jakich pieniądzach mówimy?

M.W.: Stosunkowo niedużych, jak na dzisiejsze czasy, ale jednak Jan Nowak, jako dyrektor polskiej sekcji Radia Wolna Europa, mógł już sobie pozwolić na zakup płótna bardziej znanego polskiego malarza. Ja jeszcze nie. Mieliśmy jednak to samo pragnienie posiadania czegoś polskiego. Z czasem stało się ono niemal nałogowe.

Cz.Cz.: Skąd u Pana zainteresowanie malarstwem?

M.W.: Ja wyniosłem je z domu rodzinnego, w którym wisiało kilka dobrych obrazów, a także z Muzeum Narodowego, którego kustoszem był mój brat przyrodni, historyk sztuki, prof. Michał Walicki, a potem z Pałacu Wilanowskiego, w którym przyszło nam mieszkać przez pewien czas, aż do ewakuacji jego właścicieli. Od małego obracałem się więc wśród wspaniałych obrazów i antyków, nauczyłem się stopniowo odróżniać dobre od złych.

Cz.Cz.: Jan Nowak-Jeziorański interesował się malarstwem do końca swego życia, kilka tygodni przed śmiercią odwiedziłem go w domu i autoryzowałem tekst o Jego kolekcji, na który czekał, a wydrukowany materiał w Gazecie Antykwarycznej otrzymał w szpitalu.

M.W.: Tę pasję kolekcjonerską kontynuowaliśmy przez blisko pół wieku, aż do ubiegłego roku. Pamiętam, że mimo postępującej choroby Jan Nowak-Jeziorański interesował się polskim rynkiem sztuki i tak bardzo chciał dokupić jeszcze jednego "ulubionego Cieślewskiego", że zafundowałem mu prenumeratę katalogów aukcyjnych, za co mi później w liście serdecznie dziękował.

Cz.Cz.: Czy pamięta Pan, który obraz był pierwszy w kolekcji Jana Nowaka-Jeziorańskiego?

M.W.: Nie pamiętam, który obraz był jego pierwszym kupionym w warunkach emigracyjnych, jak również nie przypominam sobie, od czego sam zacząłem swoją kolekcję. Sądzę, że jednym z pierwszych obrazów Jana Nowaka był olej Józefa Szermentowskiego Krowy na pastwisku, a potem drobne, lecz dobre prace Stanisława Masłowskiego, akwarelka zatytułowana W lesie; Pochwalskiego Portret syna Jana Matejki i Jana Stanisławskiego Łódź na Dnieprze, a także liczne stare sztychy, przeważnie panoramy Warszawy, których coraz to przybywało, aż rozrosły się, już w Stanach Zjednoczonych do miana największej i najcenniejszej kolekcji starych sztychów i planów Warszawy poza granicami kraju. Były wśród nich - zdeponowane później w Rapperswilu - dwa sztychy Canaletta i wielki plan Warszawy Kirgaja.

Cz.Cz.: Wiele osób opowiada o pobycie u Jana Nowaka-Jeziorańskiego w Annandale w stanie Wirginia, wspominając także obrazy wiszące na ścianach.

M.W.: Piękną i wartościową kolekcję z jego "polskiego" dworku w Annandale zabrał ze sobą powracając na stałe do Polski w roku 2002. Wypełniała ona wówczas jednopiętrowy domek Nowak-Jeziorańskich, stwarzając im iluzję, że mieszkają w Polsce, przynajmniej w latach, kiedy nie przychodziło im nawet na myśl, że ją jeszcze kiedykolwiek zobaczą. Miałem to samo uczucie, gdy z czasem ściany moich kolejnych domów pokrywały się coraz gęściej polskimi obrazami. Nie było więc niemal obrazu, o którym byśmy ze sobą nie rozmawiali. Zawiadamialiśmy się wzajemnie o nowych "okazjach", naradzaliśmy nad ich wartością artystyczną czy rynkową.

W tej "dojrzałej" już kolekcji Nowak-Jeziorańskich znajdują się zresztą od lat nie tylko obrazy polskie, lecz również buczackie makaty, stara polska porcelana, stare polskie szable, w tym "Batorówki", niewielkie brązy, np. Księcia Józefa Poniatowskiego, a nawet polski zegar z kurantem, arcydzieło zegarmistrza z Tarnowa. Wydzwania na zmianę Marsz Koronacyjny Napoleona i Marsyliankę.

Cz.Cz.: Które z obrazów z kolekcji Jana Nowaka-Jeziorańskiego uważa Pan za najcenniejsze?

M.W.: Zaliczam do nich duże płótno Antoniego Piotrowskiego Scenę z Powstania Styczniowego. Podpisany i datowany 1871 był również - że tak powiem - "najbliższym" ze względu na temat obrazem Jana Nowaka-Jeziorańskiego, wychowanego w legendzie tego Powstania, w którym walczyli jego przodkowie.

W dalszej kolejności wymieniłbym - wspomniany już - olej Józefa Szermentowskiego Krowy na pastwisku, mały olej Grottgera Grupa młodych w parku, akwarelę Juliusza Kossaka przedstawiającą Jana Fredro przeprowadzającego chorągiew pod Smoleńsk, olej Józefa Simmlera Przekupka, Anny Bielińskiej Żaglówki, aż cztery obrazy Aleksandra Orłowskiego, w tym olej przedstawiający Chłopa rosyjskiego na koniu, spory obraz Januarego Suchodolskiego Marszałek Konfederacji Barskiej przyjmuje wezyra tureckiego, niewielki, a więc typowy olej Jana Stanisławskiego Łódź na Dnieprze, doskonały pastel Wyczółkowskiego Kwiaty w wazonie, dużych rozmiarów szkic olejny Brandta Wesołe kwaterowanie oraz drugi, znacznie mniejszy, przedstawiający Jeźdźca na koniu. Ciekawy jest też i zapewne bardzo wartościowy obraz olejny Jana Matejki noszący tytuł Utopiona w Bosforze oraz co najmniej trzy dobre Fałaty, w tym Upolowany niedźwiedź na saniach. Jan Nowak-Jeziorański kolekcjonował też miniatury. Znajdujemy więc w jego kolekcji dwie miniatury Stanisława Marszałkiewicza, jedna przedstawia wojewodzinę Annę Nakwaską, druga - oficera w mundurze rosyjskim, a także miniaturę Leona Kaplińskiego Portret Stanisława Koniecpolskiego. W kolekcji znajdują się też szkice i rysunki, a wśród nich doskonały szkic ze sztambuchu Chełmońskiego Scena w karczmie, rysunek Smuglewicza Śmierć Czarnieckiego, Cypriana Norwida Portret Augusta Cieszkowskiego i rzadki autoportret Michała Płońskiego. W kolekcji Jana i Jadwigi Nowak-Jeziorańskich znajdujemy też prace Piotrowskiego, Rapackiego, Filipkiewicza, typowy Dworek i Salonik Bronisławy Rychter-Janowskiej i szereg innych mniej wartościowych obrazów, których już sobie nie przypominam.

W każdym razie niemal z każdym z tych obrazów łączy się jakaś historyjka, przeważnie z podróży Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który po załatwieniu spraw służbowych, zapuszczał się w różne dzielnice miast głównie europejskich, gdzie odwiedzał znane i nieznane mu antykwariaty, z których bardzo często, po długich targach, wynosił swą "zdobycz", przywoził do domu i telefonował do mnie, bym przyszedł "obejrzeć". Lubił się targować i polował na okazje, co jest charakterystyczną cechą niemal wszystkich kolekcjonerów.

 
   powrót