Polish Art World - Polska Sztuka w Świecie
Strona główna · Artyści · Galerie autorskie · Galerie · Domy Aukcyjne · Kolekcje · Publikacje · Aktualności · Ogłoszenia

Kolekcje

Kolekcja Marka Walickiego



Marek Walicki urodził się w Warszawie, w październiku 1949 r. mając 18 lat uciekł z PRL-u przez Czechosłowację do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec. Od 1952 r. pracownik Głosu Wolnej Polski RWE w Monachium, od 1962 redaktor Rozgłośni Polskiej RWE w Nowym Jorku, a od 1976 r. pracownik USIA (Amerykańskiej Agencji Informacyjnej), gdzie pełnił funkcję wicedyrektora, a dwa lata przed przejściem na emeryturę, został kierownikiem polskiej sekcji Głosu Ameryki w Waszyngtonie.
O swojej pasji mówi: „Jak pamięć sięga – zawsze myślałem o kolekcjonowaniu. Sprzyjały temu miejsca: w warszawskim mieszkaniu rodziców, na Klonowej, potem w mieszkaniu mego przyrodniego brata, Michała (historyka sztuki, kuratora Muzeum Narodowego) i wreszcie w Wilanowie, gdzie przez półtora roku, niemalże do Powstania [Warszawskiego] mieszkałem w lewym skrzydle Pałacu Wilanowskiego i obracałem się wśród najwspanialszych antyków, nie tylko polskich. Z tamtych czasów najbardziej utkwiły mi w pamięci dwa obrazy z mieszkania na Klonowej: duża akwarela Fałata „Polowanie na niedźwiedzia” i mały XVIII-wieczny portrecik olejny, Michała Walickiego, ostatniego podstolego koronnego, stojący na biurku w gabinecie lekarsko-dentystycznym mego ojca. To o nim, przepasanym – o jak do dziś pamiętam – błękitną wstęgą orderu Orła Białego, opowiadał mi ojciec istne „cuda”. I właśnie patrząc na ten mały portrecik i słuchając tych opowiadań – zacząłem po raz pierwszy marzyć o kolekcjonerstwie. Marzyłem, by być „takim jak on”! Wojna szybko rozwiała moje chłopięce marzenia, portrecik Michała Podstolego Walickiego spłonął w powstańczej Warszawie. Myśli o nim „odżyły”, dopiero gdy znalazłem się na tzw. Zachodzie, a dokładnie w Monachium, mieście pełnym wspaniałych „śladów” najwybitniejszych polskich malarzy. Po ucieczce z PRL-u byłem dosłownie biedakiem i dopiero praca w Radiu Wolna Europa pozwoliła mi na pierwsze skromne i nieśmiałe zakupy, które można by nazwać początkiem mojego kolekcjonerstwa. Kupiłem kilka obrazów trzech mniej znanych Monachijczyków – Stanisława Grocholskiego, Stanisława Korzeniewskiego i Romana Kochanowskiego. Niektóre z nich mam do dziś. To już ponad pół wieku. W międzyczasie tylko Kochanowski został w pełni „odkryty”.
Marek Walicki za swoje najcenniejsze obrazy uważa prace Michałowskiego, Orłowskiego i Stanisławskiego. „Nabycia akwareli Michałowskiego „Mieszczaństwo Tomaszowskie” gratulowali mi profesorowie Andrzej Ryszkiewicz i Jan Ostrowski”. Widzieli w nim, jak wspomina Walicki - „ważnego, cennego, a także pięknego Michałowskiego” o „jakże czytelnym związku z Aleksandrem Orłowskim. Również bardzo dobrą i cenną akwarelą Michałowskiego jest „Dyliżans francuski“. To jeden z ostatnich obrazów jakie nabyłem. Polowałem i cierpliwie czekałem na tę pracę przez blisko 25 lat. Jest ona chyba najdroższym moim obrazem. Sporo zapłaciłem, ale nie żałuję, bo w ostatnich latach ceny obrazów dobrych polskich malarzy co najmniej się potroiły i coraz już rzadziej zdarza się jakaś okazja z lat 50. czy nawet 70. ubiegłego stulecia.
Ciągle uwielbiam moje obrazy i delektuję się każdą nową „zdobyczą”. W przeszłości, jeśli musiałem z jakąś się rozstać – nie przychodziło mi to łatwo. Obrazy są bowiem niejako moimi „członkami rodziny”. Przemawiają do mnie, wbrew wierszykowi „mówił dziad do obraz, a obraz do niego ani razu”.

 
   powrót